Gotowanie pościeli

Pamiętamy czasy, kiedy nasze babcie gotowały tkaniny. Najczęściej były to białe obrusy i pościel. Dlaczego to robiły i czy dzisiaj warto w ten sposób pielęgnować tekstylia domowe?

Kiedyś w wielu domach spotykało się wyłącznie białą, bawełnianą pościel. Jak to przy jasnym, kolorze bywa, na takiej tkaninie widać wszystkie zabrudzenia. Zwykłe pranie odbywało się ręcznie, przez co temperatura wody była o wiele niższa niż ta, którą możemy uzyskać we współczesnych pralkach. Nie pozwalało to na wywabienie plam, a pościel z czasem żółkła. A że potrzeba jest zwykle matką wynalazków 😊, pościel zaczęto gotować – dzięki temu wszystkie plamy schodziły, kolor pozostawał śnieżnobiały i można mieć było pewność, że w tkaninie nie zadomowili się nieproszeni goście „wiesz pod czym (i z czym) śpisz?”. Trzeba jednak przyznać, że gotowanie pościeli było czasochłonne, męczące, a nawet niebezpieczne. Przy wyciąganiu z wielkich garnków prześcieradeł albo poszew na kołdry, można było się mocno poparzyć.

Czy ktoś dzisiaj gotuje pościel?

Białą pościel najczęściej spotykamy w hotelach i ośrodkach wypoczynkowych. Jest ona odświeżana w specjalnych pralniach, w wysokich temperaturach i z użyciem odpowiednich środków piorących. Do domowych sypialni wybieramy zwykle kolorowe wzory pościeli, dopasowane do wnętrza i nastroju mieszkańców, więc prania ich w wysokich temperaturach (o gotowaniu nie wspominając) nie rekomendujemy. W porównaniu z czasami, kiedy gotowanie pościeli było niezbędnym procesem higienicznym, dziś mamy do dyspozycji pralki oraz skuteczne środki piorące. Dzięki nim możemy pozbyć się zabrudzeń i drobnoustrojów, zachowując przy tym intensywność koloru tkaniny. Nieco wyższe temperatury warto stosować, gdy w domu panuje wirus, a chory większość czasu spędza w łóżku. Niezmiennie jednak pamiętamy, by stosować się do wskazówek producenta zamieszczonych na metce. Dzięki temu tkanina będzie służyła nam wiele lat, a codzienna pielęgnacja jej nie zniszczy.

Renata

Choć ukończyła wrocławski AWF i uzależniona jest od sportów: narty, bieganie, rolki czy żużel, to właśnie branży tekstylnej oddała swoje serce. Z Greno związana jest ponad 10 lat: szkoli pracowników z zakresu włókiennictwa i visual merchandisingu. To skarbnica wiedzy praktycznej: o splotach bawełny, właściwościach tkanin pościelowych i sposobach pielęgnacji prześcieradeł wie dosłownie wszystko, a dzięki zdolnościom manualnym, z ręczników potrafi wyczarować nietuzinkowe formy upominkowe. Prywatnie mama dwóch młodych mężczyzn, niepoprawna optymistka. Tka nie tylko nici, ale z pasją tka także słowa.